Szokująca i niepokojąca, a jednocześnie piękna i budująca powieść. - "New York Times"
Zgadzam się w pełni z powyższym. Muszę przyznać, że była to naprawdę dobra lektura, łącząca zarówno temat trudny, jak i elementy magiczne (i niestety nie było tu raczej tej dobrej strony magii). Niemniej czytało się ją dobrze, fabuła także spełniła moje oczekiwania, a dodatkowym plusem jest ładna, intrygująca okładka.
Tę książkę - mimo że jest "tylko" powieścią - powinno się koniecznie przeczytać. Autor odwołuje się w niej do relacji jednej z członkiń swojej rodziny, która przeszła przez piekło przymusowego oddania dziecka do adopcji. Nie był to odosobniony przypadek - szadunkowe dane mówią o co najmniej 2 milionach dzieci, które zostały oddane do adopcji między 1945 a 1973 r. i wiele z tych dzieci przyszło na świat właśnie w przytułkach dla "upadłych" dziewcząt. Takie "domy samotnej matki" były utrzymywane w tajemnicy, ale dziś wiadomo, że istniały nie tylko w Ameryce.
Mimo trudnej tematyki i niezbyt optymistycznych treści - w końcu rozdzielano tu świeżo upieczone matki z dziećmi... - w powieści są też te miłe akcenty: dziewczęta w przytułku nawiązują przyjaźnie, okazują sobie wsparcie, odnajdują w sobie siłę i determinację do działania i przeciwstawiania się restrykcyjnym i często absurdalnym regułom. Dla przeciwwagi oczywiście zestawione jest to z wyrafinowanym łamaniem ducha walki i tłamszeniem marzeń rozbudzonych w młodych dziewczęcych sercach przez oprawczy system. Mimo to wzruszyłam się pod koniec lektury - nie wszystko jest przecież stracone, nawet kiedy wydaje nam się, że sytuacja jest na tyle beznadziejna, że nic dobrego wydarzyć się już nie może. A jednak. Choć nierzadko potrzeba tu dużo czasu...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz