Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostatnio zakupione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostatnio zakupione. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lutego 2026

Styczniowe podsumowanie czytelnicze

Krótkie ogólne podsumowanie czytelnicze z pierwszego miesiąca 2026.

Bilans nie wygląda źle, bo:

1) przeczytałam 3 książki

  

2) zamiennie czytam jednocześnie tylko 4 książki


3) kupiłam tylko 3 nowe książki

 

O wrażeniach z przeczytanych książek - niebawem.

sobota, 27 kwietnia 2024

Bo w Empiku była promka...

Nowe zakupy wynikły z promocji w Empiku, który co prawda staram się omijać szerokim łukiem... ale czasami zabłądzę ;)

I tak dla siebie mam dwie kolejne książki:

Trafiły na stos tych wszystkich pozycji do przeczytania "zaraz"...

niedziela, 3 marca 2024

Nadal głównie zakupowo...

Próbując zmobiliować się do czytania... kupuję nowe książki. Te poniżej co prawda kupiłam jeszcze pod koniec lutego, ale chwalę się teraz:


Nie miałam jeszcze żadnej swojej Jane Austen, więc warto nadrobić te braki. I zabieram się za czytanie "Pachnidła", no bo jak to tak... film obejrzany już dawno a z książką co?


;)

piątek, 16 lutego 2024

Lutowe zakupy...

Troszkę tych książek mi doszło i w zasadzie to sama fantastyka.

W pierwszej kolejności skusiłam się na nieznane mi jeszcze autorki:


Zaciekawiły mnie opisy, więc myślę, że mogą okazać się całkiem przyjemnymi lekturami.

Nie oparłam się pokusie dokupienia kolejnych tomów serii "Kwiat paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk, która wyjątkowo mnie urzekła:


W dalszym ciągu też "wymieniam" moje zaczytane "pottery" na nowsze wydania:


Z kolei po wzruszeniu, jakie ogarnia mnie przy czytaniu "Życia Violette" (które czeka w kolejce na "recenzję") dokupiłam kolejną powieść Valerie Perrin:


Takie skromne zakupy:

;)

piątek, 2 lutego 2024

Seria słowiańska z wydawnictwa Replika

Uwielbiam te wydania z wydawnictwa "Replika", bo mam słabość do słowiańskich klimatów. Luty rozpoczęłam od zakupów i do mojej "słowiańskiej" półki dołączyły nowe tomy:



Bardzo przyjemne to były zakupy, w pakiecie dostałam świetny notatnik z Leszym. Powiększyła się także moja kolekcja zakładek:



A tak prezentuje się cała "słowiańska" półka (no powiedzmy, że cała):


czwartek, 1 lutego 2024

Styczniowe zakupy

Zakupy w tym roku zaczynam skromnie. ;)

Moje nabytki z wyjazdu do Krakowa (po co targać książkę na wyjazd, skoro można kupić i przytargać z wyjazdu?). Żeby nie przesadzić, ale i mieć od ręki coś, co na pewno z przyjemnością przeczytam, sięgnęłam po uzupełnianie powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk (o "Szeptusze" już wspominałam):


Tym razem jednak też pochwalę się pięknymi zakładkami, które kupiłam sobie na pamiątkę (i chyba na poważnie zacznę je zbierać!):


Cudeńka!
Z kolei na sam koniec miesiąca dotarły do mnie nowości z wydawnictwa Replika z serii "Wierzenia i zwyczaje". (Swoją drogą to był bardzo dobry interes!) Z łącznie trzema pozycjami dotarł do mnie w promocji notatnik z leszym, zakładki (kolejne!), pocztówka i ulotki (najbardziej praktyczna dla mnie jest oczywiście ta z całą serią "Wierzeń i zwyczajów").





A tak prezentuje się moja "słowiańska" półka na chwilę obecną:

Pora na lekturę! Zaczynam od "Baśni" ;)

niedziela, 28 stycznia 2024

Słowiańskie klimaty - "Szeptucha" Katarzyny Bereniki Miszczuk

Od jakiegoś czasu gromadzę i uzupełniam moją słowiańską biblioteczkę, dlatego bardzo podobają mi się także powieści w tym klimacie. Do takich zalicza się właśnie "Szeptucha" autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk. Zwlekałam z zakupem wyjątkowo długo wiedząc, że książka powinna mi się spodobać, podobnie zresztą jak nie zawiodła mnie "Ja, Diablica". Wreszcie jednak, do czego szczególnie przekonała mnie wyjątkowo korzystna cena w krakowskiej "taniej książce" poza perspektywą braku lektury na odpoczynek po zwiedzaniu tego wspaniałego miasta, kupiłam i pochłonęłam jak tylko mogłam najszybciej. 

 

Jakkolwiek nie przyszłoby mi oceniać poszczególnych elementów czy postaci występujących, książka bardzo mi się podobała. Fabuła jest wciągająca, a wyjątkowo interesującym jest według mnie pomysł wyobrażenia sobie niejako alternatywnej rzeczywistości, w której nie tylko nie jesteśmy krajem chrześcijańskim a ustrój nie zmienił się od wieków, zatem panuje prapotomek pierwszego władcy, ale i połączenie w życiu codziennym technologicznego postępu z tradycją pokoleń. Choć może wydawać się naiwnym przypuszczenie, że w erze smartfona nadal będziemy wierzyć w lecznicze moce kamienia piorunowego albo rosy zbieranej w piątek przed wschodem słońca, to samo podkreślenie, że co nie zaszkodzi może pomóc, tłumaczy częściowo potrzebę podtrzymywania takich praktyk znachorskich - nie przekonuje to natomiast Gosi, która absolutnie szeptuchą zostać nie zamierza (wszak nie po to studia lekarskie kończyła!).

Może i główna bohaterka nie jest więc mimo wszystko moją ulubienicą, wzbudziła jednak nieco sympatii, nawet pomimo paranoicznych wręcz zachowań i przesadnego usiłowania pozostania ponad tradycją i utartymi przesądami - choć czasem to z jej strony istna ignorancja - na rzecz kroczenia z duchem czasu i baczenia na czające się wszędzie bakterie. Zdecydowanie bardziej ciekawą od niej postacią jest jej mentorka, wiejska szeptucha Jaga (przez siebie samą nawet nazywana Babą Jagą), która wykazywała się nadzwyczajną cierpliwością do swojej podopiecznej Gosi, ale i wyjątkową błyskotliwością, a także specyficznym rodzajem humoru i oczywiście doświadczeniem w swoim wcale nie tak banalnym zawodzie. Najbardziej jednak podziwiam umieszczenie wśród bohaterów legendarnego Mieszka I, uosobienia męskości i obiektu pożądania nie tylko ze strony Gosi, ale i niejako łączącego w sobie jednocześnie człowieczeństwo i boskość. Pomysł naprawdę wzbudził mój zachwyt!

A wszystko to w otoczce legendy o kwiecie paproci, obecności w ludzkim świecie słowiańskich bóstw i działających na ich usługach rusałek, ubożąt czy też upirów i wąpierzy. I naprawdę chce się więcej! Dlatego nie uważam czasu poświęconego na książkę za stracony. Mało tego - sięgnę po kolejne (tylko się w nie zaopatrzę!), a tymczasem na podorędziu mam "Jagę", która jest niejako prequelem tej historii.

sobota, 21 października 2023

Książkoholik...

 ...potrafi czasem kupić więcej książek, niż jest w stanie przeczytać. Od sierpnia w zasadzie zdecydowanie mniej czytam, za to więcej pracuję, ale rekompensuję to sobie... kupowaniem nowych książek. A trochę ich przybyło i do tego różnorodnych tematycznie.

Sierpień kończyłam w klimacie śródziemnomorskim, o czym wspominałam zresztą, ale nie mogłam też oprzeć się pokusie, kiedy zobaczyłam kolejny tom Repliki z serii słowiańskiej - więc dokupiłam (w sumie już czwarty tom) wolumin z mitologią słowiańską i polską. 


Kiedyś (nie lubię tego słowa...) zasiądę i pochłonę wszystkie! Dużym plusem są znów bardzo eleganckie graficznie okładki:


Wrzesień na miły początek również rozpoczęłam od zakupów, tym razem skuszona promocją. Zadowalających rozmiarów paczuszka zawierała takie oto nowe cudeńka:



Serial "Pamiętniki wampirów" oraz dwie kolejne po nim serie oczywiście już zdążyłam obejrzeć, jednak myślę, że nie będę żałować lektury. Wymieniam też stopniowo serię "HP" na tomy w twardej oprawie (a czemuż by nie?). Mam też wreszcie własnego "Tatarkiewicza"!

I ostatnie, zakupione w szczytnym celu, ale jakże wzbogacające półkę:


Najbardziej ciekawią mnie oczywiście "Belfrzy", ale znając już trochę pióro pani Miszczuk prawdopodobnie i tą książką się nie rozczaruję.

Obiecuję sobie, że rzucam wszystko i idę czytać... A na pewno pora wygospodarować więcej czasu na tę przyjemność ;)

środa, 2 sierpnia 2023

Zakupy...

Niekoniecznie recenzyjnie tym razem. Jak każda kobieta ulegam pokusom zakupowym. Tym książkowym to już zupełnie nie potrafię się oprzeć... A ponieważ stwierdziłam, że dawno w sumie nic nie kupiłam... Zresztą widać na poniższym zdjęciu:


Po pierwsze - to nie tak, że nie mam już moich strych, wytartych i zaczytanych "harypoterów". Po prostu liczę, że w końcu dorobię się kompletu ładnych wydań w twardej oprawie całego HP. Na ten moment poza "Czarą" mam jeszcze śliczny "Kamień filozoficzny".

Po drugie - lubię Strike, więc zamierzam sobie wreszcie sprawić i tę serię, ale powoli... mam czaaaas, a akurat tego znalazłam okazyjnie...

Po trzecie - z mojego sentymentu do "Pana Samochodzika", widząc takie piękne okładki to ciężko oprzeć się pokusie, żeby nie wejść w posiadanie kolejnych staroci zapakowanych w ładne papierki... A te dwa zabytki ze zdjęcia to już razem 4 (doliczając "Wyspę złoczyńców" i "Templariuszy")!

No i po czwarte - czuję po kościach, że do "Ojca chrzestnego" jeszcze wrócę i dobrze czytało mi się Mario Puzo, także... no wszystko jasne przecież. I też już łącznie mam 3 tomy.

No dobrze, ale żeby nie było, to wszytko z jednej zaledwie paczuszki, a miesiąc dopiero się zaczął. I jak tak dalej pójdzie to strach będzie patrzeć na konto, bo dziś znów znalazłam "perełki", a wszystko przez Wiecherta! Znaczy męża wina, bo zażyczył sobie nowe wydanie "Dzieci Jerominów" Wiecherta. I w zasadzie nie dziwię mu się, bo mi taka wielka księga wydana przez "Retmana" też się podoba.



To wydanie zawiera oba tomy powieści tłumaczone tak jak poprzednio przez Tadeusza Ostojskiego (tom 1) i Jerzego Ptaszyńskiego (tom 2). Czytałam ją lata temu, warto byłoby odświeżyć sobie mazurskie klimaty, których nigdy za wiele... Tylna strona okładki zawiera słowo od wydawcy:


I w zasadzie nie byłoby przecież żadnej tragedii, gdybym po prostu wzięła "Jerominów" i wyszła z ksiegarni. O, żeby to było takie proste! Nie, nie ma możliwości wyjścia z tego rogu obfitości, kiedy słyszy się wołanie wydanych w pięknych, kolorowych, pozłacanych okładkach, pachnących nowością i pełnych niesamowitych treści skarbów: "Aaaaaale jak toooo? Nieeee kupisz mnieeeee?!" Także tyle w kwestii oporu. Na hasło "to może znajdź mi znów coś fajnego, ostatnie było spoko" A. podsunęła mi takie cudeńka, jak na fociszu (była też trzecia, i czwarta, i chyba jeszcze jedna - aaaale może jednak by tak nie przeginać, bo mnie jednak ktoś eksmituje...):


Zatem pozostaję w tematyce śródziemnomorskiej, otoczona mitami, bóstwami, miłością... - ale przede wszystkim jakie ja mam piękne dwie nowe książki! 

*****

Tak dla kontrastu - skończyłam też ledwo co ostatni tom z serii "Sherlocka Holmesa" (warto by jakieś przemyślenia dać...) i zaczęłam kolejnego Mroza ("Iluzjonista"), za którego polecenie dziękuję Zuzi ♥.

wtorek, 16 sierpnia 2022

"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony

Zanurzam się powolutku w bajania o słowiańskich bóstwach. Pierwszy mój zakup, który czekał na przeczytanie chyba również coś koło roku, to właśnie opowieści zebrane w "Mitologii słowiańskiej" autorstwa Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony. Jak sami autorzy zastrzegają, nie są to absolutnie żadne oryginalne opowieści, a jedynie literackie opracowanie legend i podań słowiańskich, które mają czytelnika wprowadzić w świat pradawnych bogów, herosów czy postaci z demonologii słowiańskiej. 


Pozycja ta zawiera ciekawe ilustracje autorstwa Magdaleny Boffito. 

 

Mogę polecić ze względu na lekki język, jakim napisane są te opowiadania. Znacznie przybliżają nie tylko postaci bóstw, ale i tworów nadprzyrodzonych, w które według legend wierzyli słowianie, i porzez których istnienie wyjaśniali oni sobie nieszczęścia, jakie na nich spadały, czy też powodzenie w rodzinie i gospodarstwie domowym. Jak dla mnie bardzo miły wstęp do dalszego zgłębiania tematyki, ale i inspirująca lektura. Stąd też zapragnęłam więcej, co poskutkowało zakupami...



Teraz tylko siąść i czytać...