Pokazywanie postów oznaczonych etykietą właśnie czytam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą właśnie czytam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 marca 2026

Podsumowanie lutego

Luty za szybko mi poleciał, również czytelniczo. Przeczytałam w całości jedną książkę i od razu kilka słów o niej.

 

"Wilk" to debiut Katarzyny Bereniki Miszczuk, byłam jej ogromnie ciekawa. Mam też jej kontynuację, którą kupiłam w promocji jako pierwszą i która czekała, aż trafię na początek tej historii.

Uzmysławiając sobie, że autorka miała zaledwie 15 lat tworząc tę historię można dodatkowo docenić kunszt jej warsztatu. Ciekawym jest fakt osadzenia akcji w Stanach, w małym miasteczku. Intrygujące natomiast - ale spójne od początku do końca - jest obarczenie bohaterki rozwijającymi się z tygodnia na tydzień koszmarami. Do tego trochę nastoletnich problemów - wszak poważnych i dojrzałych. Nie spojlerując - świetnie dopięte rozwiązanie mrocznego sekretu, choć może sam przebieg tej ostatniej akcji odrobinę naiwny, ale dobry! 

Nie nudziłam się lekturą, fabuła była spójna, odzwierciedlająca emocje młodego człowieka. Może czasem nieco naiwna, ale nie dałoby się tego uniknąć. Pamiętam, co mi zdarzało się pisać w tym wieku i jak bardzo nie chciałabym tego pokazywać nigdy i nikomu. Dodało to tylko uroku tej powieści, nadało jej autentyczności. Chciało się to czytać. Podziwiam i to bardzo.

Krótko: podobało mi się, więc z przyjemnością sięgnę po "Wilczycę".

W lutym czytałam jeszcze Hłaskę, który wisiał na mojej liście od... tak dawna, że wstyd byłoby podawać tu jakąkolwiek cyfrę. Nadal czytam, choć stan jest wyjątkowo słaby. Chyba wezmę ją później na warszat i przed zwrotem na "półkę bookcrossingową" nieco ją zabezpieczę...


niedziela, 20 lipca 2025

Po długiej przerwie...

...wracam do moich notatek. Może na dłużej... 
Zakupiłam wczoraj kolejne pozycje, tym razem autorów związanych ze Szczytnem.


Lekturę zaczęłam od pozycji dość młodej autorki. Powieść inna niż wszystkie, które do tej pory czytałam. Z treści przebija potrzeba poszukiwania siebie, akceptacji tego, jakim się jest, ale również uczenia się siebie. Historia wzruszająca, pełna emocji, próba uporządkowania chaotycznych myśli i ubrania ich w odpowiednie słowa. Przeczytałam nadzwyczaj szybko, zaintrygowana przesłaniem ukrytym w kolejnych linijkach tekstu. Z pewnością nie jest to lektura dla każdego, ale z pewnością przypadnie do gustu tym wszystkim, którzy kiedykolwiek wątpili w siebie, poszukują własnej drogi, potrzebują ukojenia swojej niespokojnej duszy. Ciężko mi w tym momencie stwierdzić, czy sięgnę po nią po raz kolejny, na pewno jednak czekam na dalsze twory autorki. Jestem ciekawa, jak rozwinie warsztat, bo widzę tu dość ciekawy potencjał.


Korzystając z urlopu - wracam do czytania.

środa, 2 sierpnia 2023

Zakupy...

Niekoniecznie recenzyjnie tym razem. Jak każda kobieta ulegam pokusom zakupowym. Tym książkowym to już zupełnie nie potrafię się oprzeć... A ponieważ stwierdziłam, że dawno w sumie nic nie kupiłam... Zresztą widać na poniższym zdjęciu:


Po pierwsze - to nie tak, że nie mam już moich strych, wytartych i zaczytanych "harypoterów". Po prostu liczę, że w końcu dorobię się kompletu ładnych wydań w twardej oprawie całego HP. Na ten moment poza "Czarą" mam jeszcze śliczny "Kamień filozoficzny".

Po drugie - lubię Strike, więc zamierzam sobie wreszcie sprawić i tę serię, ale powoli... mam czaaaas, a akurat tego znalazłam okazyjnie...

Po trzecie - z mojego sentymentu do "Pana Samochodzika", widząc takie piękne okładki to ciężko oprzeć się pokusie, żeby nie wejść w posiadanie kolejnych staroci zapakowanych w ładne papierki... A te dwa zabytki ze zdjęcia to już razem 4 (doliczając "Wyspę złoczyńców" i "Templariuszy")!

No i po czwarte - czuję po kościach, że do "Ojca chrzestnego" jeszcze wrócę i dobrze czytało mi się Mario Puzo, także... no wszystko jasne przecież. I też już łącznie mam 3 tomy.

No dobrze, ale żeby nie było, to wszytko z jednej zaledwie paczuszki, a miesiąc dopiero się zaczął. I jak tak dalej pójdzie to strach będzie patrzeć na konto, bo dziś znów znalazłam "perełki", a wszystko przez Wiecherta! Znaczy męża wina, bo zażyczył sobie nowe wydanie "Dzieci Jerominów" Wiecherta. I w zasadzie nie dziwię mu się, bo mi taka wielka księga wydana przez "Retmana" też się podoba.



To wydanie zawiera oba tomy powieści tłumaczone tak jak poprzednio przez Tadeusza Ostojskiego (tom 1) i Jerzego Ptaszyńskiego (tom 2). Czytałam ją lata temu, warto byłoby odświeżyć sobie mazurskie klimaty, których nigdy za wiele... Tylna strona okładki zawiera słowo od wydawcy:


I w zasadzie nie byłoby przecież żadnej tragedii, gdybym po prostu wzięła "Jerominów" i wyszła z ksiegarni. O, żeby to było takie proste! Nie, nie ma możliwości wyjścia z tego rogu obfitości, kiedy słyszy się wołanie wydanych w pięknych, kolorowych, pozłacanych okładkach, pachnących nowością i pełnych niesamowitych treści skarbów: "Aaaaaale jak toooo? Nieeee kupisz mnieeeee?!" Także tyle w kwestii oporu. Na hasło "to może znajdź mi znów coś fajnego, ostatnie było spoko" A. podsunęła mi takie cudeńka, jak na fociszu (była też trzecia, i czwarta, i chyba jeszcze jedna - aaaale może jednak by tak nie przeginać, bo mnie jednak ktoś eksmituje...):


Zatem pozostaję w tematyce śródziemnomorskiej, otoczona mitami, bóstwami, miłością... - ale przede wszystkim jakie ja mam piękne dwie nowe książki! 

*****

Tak dla kontrastu - skończyłam też ledwo co ostatni tom z serii "Sherlocka Holmesa" (warto by jakieś przemyślenia dać...) i zaczęłam kolejnego Mroza ("Iluzjonista"), za którego polecenie dziękuję Zuzi ♥.